Polska

 


* * *
Miła moja
pojedźmy dalej
o jeden przystanek
zobaczymy co jest tam
może kupimy małego psa
od podpierającego ścianę pijaka
wyrośnie z niego duży pies
i w naszych sercach
rozkwitnie
spóźniona
miłość

* * *
Słów których najbardziej potrzebuję
zmuszony jestem szukać
w zakamarkach mojego mieszkania
CHLEB znajduję w kuchni pod stołem
gdy wołam go nie odzywa się
i nie chce ze mną rozmawiać
najwyraźniej czuje do mnie żal
dawniej żyliśmy w zgodzie
ale wtedy miał swoje miejsce w kredensie
i przyjaźnił się z moim ojcem
teraz gdy ojciec odszedł
został sam
MIŁOŚĆ powinna tu być
jeszcze wczoraj ją widziałem
malowała sobie paznokcie
jak szpony ptaków drapieżnych
była wesoła może aż zanadto wesoła
ostatnio często zagląda do barku
chcę ją zrozumieć
ma swoje problemy i kłopoty
PRZYJAŹŃ miała tu dziś przyjść
obiecała posprzątać
ale jest już późno
pewnie nie przyjdzie
jest stara i z trudem się porusza
też czuję się zmęczony
chyba przerwę te poszukiwania
a zresztą czy ONI mnie
potrzebują

* * *
Otacza
mnie tłum
zniszczonych twarzy
dawni mieszkańcy
Sztokholmu Tallina
Paryża Krakowa Londynu
stoją milcząco umierają
po raz drugi w swym życiu
nawet w kamieniu
nie mogą przetrwać
naszego wieku
co mamy powiedzieć my
ludzie z krwi i kości
kruche stworzenia
w rękach Wszechmogących
Wyziewów i Zanieczyszczeń
nawet we śnie otacza
mnie tłum tych postaci
budzę się brudnym porankiem
spocony ze strachu
kyrie eleison
powtarzają moje
spękane wargi
kyrie eleison

* * *
Poeci
pamiętają
płacz dziecka
szum deszczu
wczorajsze imieniny
listę płac i obecności
anioła stróża w jesionce
i wiece zawsze z okazji
sześciodniową wojnę
i stan wojenny
poeci nam jeszcze
wszystko kiedyś
przypomną

* * *
Za
chwilę
przyjdzie On
zamknie na wszystkie
spusty nasz dom
i z moją duszą
przewieszoną przez ramię
odejdzie niespiesznie
Tam

* * *
Czy
zostanie
tu po nas
choćby ślad
filiżanki kawy
na białym parapecie
okna z widokiem
na ośnieżone
góry

* * *
Historia
naszego świata
sama zrzeka się
swojej wspaniałości
wszystko co kiedyś osiągnęła
oddaje dobrowolnie
zapomina swe lepsze dni
i noce przewrotów
ciekawe czy kiedykolwiek
znajdzie jeszcze czas i ochotę
by przypomnieć sobie
ciche podmiejskie uliczki
i wybrukowane stuleciami place
ciekawe czy kiedykolwiek
będziemy mogli dać jej jeszcze
godziwą i odpowiednią
pracę

*  *  *
Wczoraj
miałem sen
kraj mój został zniszczony
zabrano wyspy wysepki
porąbano jeziora i rzeczki
z korzeniami wyrwano
wzgórza pagórki
wczoraj mi się przyśniło
kraj mój został zniszczony
nie było go już wcale
cicho szeptały usta
Boże uczyń coś
zatrzymaj tę burzę
uchroń swą mocą
ten kraj
toż to
takie
małe

*  *  *
Wszyscy
myślą że jestem
zwariowanym wróblem
przez długie godziny
tłukę się o przeźroczystą
szklaną ścianę okna
chcę tylko
zobaczyć
jak oni tu
teraz
żyją
Pożegnanie z wieczorem
Nocy
ciemnoczerwone oczy
zamknięte wszystkie drzwi
i tylko twoje ramiona świecą
i w moich oczach łzy
jesteś ciepła jak ziemia
po której chodziłem
dzieckiem małym
pewnego słonecznego poranka
pamiętasz

*  *  *
Bóg pracuje
codziennie
od 6 do 20
świtem
otwiera urząd
zasiada na ołtarzu
ma dużo pracy
prośby skargi zażalenia
zawsze
bez śniadania
bez obiadu
bez kolacji
wieczorem
jest bardzo zmęczony
nigdy jeszcze nie był
na urlopie

*  *  *
Adamowi Ziemianinowi
Dziś
chodnik wita
mnie z uśmiechem
a napotkany pijak
zaledwie mnie
potrącił
czytam tomik
widzianego w tramwaju poety
był jakiś zamyślony
może kiełkował
w nim wiersz
a może zastanawiał się
od kogo pożyczyć
do wypłaty żony

WIECZNA  BETONIARKA
Kręci się w koło
kręci się
w paszczy znika
piasek i żwir
piasek i żwir
i szary pył o
cudownych właściwościach
po odpowiednim czasie
mamy gotową zaprawę
możemy budować dalej
kręcimy się w koło
przez całe życie kręcimy się
w naszych zachłannych ustach
znika
chleb i sól
chleb i sól
i płyny o cudownie pokrzepiających
serce właściwościach
po odpowiednim czasie
stajemy się pyłem
który znów można wykorzystać do
budowy czegoś
nowego