Wywiad z roku 2003

 

 

- Co robi w Polsce poeta estoński?

Dobre pytanie, bo sam już mam pewne trudności z określeniem, czy jestem poetą estońskim, czy polskim. Urodziłem się w Estonii i jestem Estończykiem, ale przecież w Polsce mieszkam już o wiele dłużej niż mieszkałem w Estonii i po polsku napisałem więcej wierszy niż po estońsku. Mieszkam w Polsce już od 31 lat, jestem związany z tym krajem poprzez moją rodzinę, bo jak wiesz, mam już dwie dorosłe córki. A odpowiadając na Twoje pytanie, to Estonia jest dla mnie krajem mojego dzieciństwa, moją pierwszą ojczyzną, a Polska..... No cóż, jestem tu z wyboru, tu mam wielu przyjaciół, tu pracuję i tworzę i z tym krajem związane są wszystkie moje radości, troski i zmartwienia.


- Związałeś się z Krakowem. Tam mieszkasz, pracujesz na Uniwersytecie. Łatwo jest funkcjonować poecie w mieście noblistów i całego grona wice wieszczów?

Kraków zauroczył mnie od pierwszego dnia swoim pięknem, a co najważniejsze, niepowtarzalną aurą. W tej chwili uzmysłowiłem sobie, że większość moich polskich wierszy napisałem właśnie w tym mieście. To przecież nie przypadkowo mieszka tu tylu poetów, jestem przekonany, że większość z nich tak samo czerpie inspirację z „kulturowych pokładów” Krakowa. Uważam, że w poezji nie ma konkurencji i poeci i ich twórczość mogą istnieć równorzędnie, nie tracąc indywidualności, bo w końcu każdy z nas po swojemu trafia lub nie do czytelnika. Myślę, że Czas będzie dla wszystkich twórców najbardziej sprawiedliwym            i najbardziej bezstronnym Sędzią. To, że ktoś jest aktualnie „na topie” jeszcze nic nie znaczy. I tak nie dowiemy się, kogo zostawi w pamięci Historia.


- Od wielu lat dużo podróżujesz, uczestniczysz w licznych sympozjach i festiwalach poświęconych literaturze. Jak zmieniał się klimat i aura tych imprez, a może nic się nie zmieniło?

To ciekawe, ale naprawdę nie widzę jakichś kardynalnych zmian - wszystkie te festiwale poetyckie mają i zachowują nadal swoją niepowtarzalną aurę i klimat. Obojętnie, czy to jest z rozmachem zorganizowany festiwal poetycki VILENICA w maleńkiej Słowenii, czy słynący z doskonałej organizacji i cudownych imprez MIĘDZYNARODOWY LISTOPAD POETYCKI w Poznaniu, czy znana z szaleńczych eskapad po górskich drogach oraz wieczornych biesiad JESIEŃ LITERACKA POGÓRZA, albo kameralne KONFRONTACJE LITERACKIE w Zelowie, w miasteczku, gdzie jest taka ulica, która prowadzi prosto ku niebu...Nie udało mi się jeszcze nigdy dojść do końca tej ulicy. No, może tylko trochę zmieniają się uczestnicy tych imprez poetyckich, ktoś odszedł, lub ktoś się pojawił, komuś przybyło wagi, a komuś ubyło włosów...


- Tłumaczyłeś na język estoński wielu polskich pisarzy, między innymi Stanisława Lema. Jak w Estonii odbierana jest polska literatura?

Polska literatura była i jest odbierana w Estonii bardzo dobrze, oczywiście były okresy większego zainteresowania, ale także „chude” lata, jednak trzeba przyznać, że w Estonii przekłady z literatury polskiej zaczęły regularnie ukazywać się już w latach 20. XX wieku. Również w okresie międzywojennym ukazało się wiele przekładów, które przybliżyły czytelnikom estońskim literaturę polską. Tu należy wymienić choćby takich polskich pisarzy, jak H. Sienkiewicz, S. Żeromski, Wł. Reymont, M. Choromanski, A.Strug, J. Kaden-Bandrowski, Z. Nalkowska i in. W okresie powojennym tłumaczono S. Lema, J. Andrzejewskiego, J. Korczaka, A Fiedlera, J. Kawalca, i in. Chciałbym tu opowiedzieć o moich pierwszych kontaktach z literaturą polską, oczywiście w tłumaczeniu na język estoński. Nigdy nie zapomnę, jak śmiałem się, czytając „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” E. Niziurskiego, kiedy to główny bohater rozbija w mieszkaniu fiolkę z pchłami. Książka, która bardzo pomogła mi w tamtych czasach, i wiele dla mnie znaczyła, był mały, ale jakże znaczący, wybór krótkich opowiadań S. Mrożka pt. „Słoń” a właściwie tytułowe opowiadanie tego zbioru , które kończyło się proroczym zdaniem - ”Od tego czasu dzieci nie wierzyły już w istnienie słonia...”


- Niedługo wchodzimy do Unii Europejskiej. Jest szansa na zachowanie odrębności kulturowej poszczególnych krajów?

Z natury jestem raczej pesymistą, ale myślę, że żaden naród nie chce wyzbywać się swojej odrębności kulturowej, w końcu to ona odróżnia go od innych narodów, stąd też można wysnuć wniosek, że wszyscy zrobią wszystko, aby tę odrębność zachować, przynajmniej przez jakiś czas. Wiele niewątpliwie zależy od nas, ludzi kultury, i nie wolno nam o tym zapominać ani tego bagatelizować. Każdego dnia widzimy, słyszymy i odczuwamy potężny napór amerykańskiej pop-kultury, natykamy się w języku mediów a także coraz częściej w języku literackim na wpływy języka anglo - amerykańskiego – to wszystko nas zalewa a tym samym kształtuje nasze poglądy, język, rozumienie i odczuwanie kultury. Dlatego musimy naprawdę wszyscy razem, i każdy osobno starać się zachować naszą odrębność kulturową. Nie wiem, czy życie w Unii Europejskiej ułatwi nam to zadanie, czy może utrudni. Nigdy jeszcze nie żyłem w czymś takim. Niewątpliwie i tu istnieją podobne zagrożenia i pytanie brzmi, czy będziemy chcieli i umieli w tym wszystkim się odnaleźć.


- W Twojej książce pt. Inny wybór znajduję taki oto wiersz:

Odchodzą
moje wiersze
zabierają je na spacer
przygarbieni staruszkowie
dwa z nich zaprosił na piwo
młody żołnierz na przepustce
jeden uciekł z czytelniczka w okularach
nie pojmuje co ona w nim zobaczyła
a napisany tydzień temu
zgubił się wieczorem
w ciasnych uliczkach
obcego miasta
i w taki oto
sposób
zostałem
sam

To bardzo smutny wiersz...

Dlaczego smutny? Może raczej refleksyjny –to jest wiersz o życiu, o dorastaniu. Nasze wiersze tak jak nasze dzieci, dorastają na naszych oczach i zaczynają swoje nowe, samodzielne życie. Coraz bardziej zostajemy sami i coraz bardziej przybliżamy się do momentu, kiedy musimy cicho zejść ze sceny i zniknąć w ciemnościach, za opuszczoną kurtyną. Taka jest kolej rzeczy i nic na to nie poradzimy.